Nie sposób opowiadać całej historii związanej z bluesem w moim życiu, ale tu możecie sobie obejrzeć mój pierwszy , prawdziwy telewywiad o tym i owym.
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że jestem urodzony tak jakby 50 lat później a może 51 ... ósmego maja ... a w tym dniu urodził się Robert Johnson - facet który stworzył bluesowy elementarz i super grał na gitarze. Ale od początku :
Chyba mając lat 13 dostałem pierwszą w życiu gitarę made in USSR, no i zacząłem coś brzdąkać. Były to kawałki Teda Nalepy - Kiedy byłem , Daję Ci Próg, jakoś fajnie to na gitarze wychodziło, czego nie da się powiedzieć o harmonijce. Pamiętam jak kupowałem chińskie HERO lub enerdowskie Country i nijak blues nie wychodził - co najwyżej melodyjki typu Bob Dylan, czy Przybyli ułani pod okienko. A kto tam kiedyś słyszał o harmonijkach diatonicznych, czy systemie Rychtera. Katowało się dalej gitarę przeplatając bluesy od czasu do czasu Córką grabarza lub Małym misiem, bo takie kawałki lubiły koleżanki z podwórka.
Jakiś czas potem koleżanki zaokrągliły swe kształty a ja dostałem na 15-te urodziny gitarę CREMONA!!!! uua - to cudo kosztowało całą wypłatę mojego starego. Wtedy to też można było zagrać przy ognisku i Schody do nieba i songi Leonarda Cohena.
Czemu akurat te? Hmm ... miało się po prostu branie u dziewczyn na biwakach i pod namiotami. Gitarzystę, który nie kaleczył za bardzo muzyki, i to i owo umiał zagrać, traktowano ciepło, a niejedna biwakowiczka brała go do swego namiotu na noc.
I tak mijały lata nauki w Technikum Elektrycznym w Białymstoku a ja dalej nie umiałem wydobyć bluesowych dźwięków z harpika. Kiedyś - pamiętam jak dziś ...koncert pod nazwą Noc Świętojańska, amfiteatr w Białymstoku rok chyba 1978. Poszedłem tam z kumplami posłuchać legendarnej, białostockiej kapeli CANYON. Przed nimi wystąpiła KASA CHORYCH Skiba w spodniach w paski !!!!
Ale co tam spodnie ... co ten facet z harmonijką robił ???!!! Dopiero wtedy otworzyły mi się oczy jak można z harmonijki zrobić instrument prowadzący w kapeli.
Chyba w roku 1980 lub 1981 poszliśmy całą bandą z klasy na koncert do białostockiego ACK. Tam Rysiek wytłumaczył mi co to jest strój RYCHTERA dla harmonijek diatonicznych i jednocześnie załamał mnie ceną instrumentu - 10 marek zachodnioniemieckich. O w mordę !!! toż to pół dobrej wypłaty wówczas było.
Na pewno wtedy nawet nie śniłem, że kiedykolwiek będę miał takie harmoszki, będę na nich grał i zagram z Kasą Chorych. A czy koledze karambolowi czyli Robertowi T. śniło się kiedyś że go wplączę w prowadzenie strony internetowej JEGO ukochanej KASY?
Jakiś czas potem zespól w czasie stanu wojennego trenował w klubie Promenada i tu po raz pierwszy mogłem ze Skibą usiąść i pogadać na luzie. Mogłem być na próbach kasiarzy.
Odejście Ryśka z zespołu było dla mnie szokiem, a wkrótce potem jego śmierć pogrążyła nas, czujących bluesa, w prawdziwym smutku ... Czas płynął a ja ochajtałem się ... i w 1992 pojechałem do USA. Tu za pierwszą dniówkę kupiłem 4 harmonijki i to takie jakie chciałem czyli HOHNER MARINE BAND.
Zacząłem trenować i po miesiącu musiałem kupić nowe bo tamte padały jak muchy.
Taki miałem dmuch i cug. Wróciwszy do kraju coś tam dmuchałem w te 10 dziurek i los sprawił że na klubowych graniach Jarek Tioskow i Włodek Dudek nie wyganiali mnie od mikrofonu, kiedy przygrywałem wraz z nimi do kotleta i piwa. A potem na kawałek o Ptaku nktóry odleciał do Boga życzliwi koledzy kasiarze zapraszali mnie często i gęsto, za co ja w zamian napisałem fraszkę na 30 lecie kapeli.
Do dziś moje związki z zespołem są cennym wypełnieniem mojego życia i za to im jestem bardzo wdzięczny.
Oprócz grania z CHORYMI miałem okazję wydobyć bluesowe dźwięki na scenach i w klubach z takimi ASAMI jak MAGDA PISKORCZYK, BLUES FLOWERS, BRACIA I SIOSTRY, THE HARDWORKERS, BANASZAK AND THE BEST, TOMI BLUES KAPELA ... a i pewnie JUREK STYCZYŃSKI z DŻEMU nie najgorzej wspomina i granie, i moje żeberka w kminku. PIOTREK LUPI LUBERTOWICZ też pewnie kiedyś znów ze mną z chęcią opowie bluesa słuchaczom.
Tak OPOWIE. Bo blues to opowieść o życiu. I tyle w nas bluesa ile chęci do życia.
Krzysiek Gadomski z Józefowa wciągnął mnie w 2005 roku na Dyrektora Regionalnego Otwockiego Stowarzyszenia Bluesowego. Kiedy zmarł Tadeusz Nalepa od razu powstała myśl aby zagrać parę jego utworów na koncercie K3. Jarek Tioskow wziął więc gitarę i przerobił aranże znanych utworów grupy Breakout. Pojechaliśmy we dwójkę do Falenicy i wraz z Adamem Kuliszem i Tomkiem Karkoszką oddaliśmy muzyką hołd zmarłemu ojcu polskiego bluesa. Tam poznałem osobiście Bogdana Loebla, żyjącą legendę, poetę, pisarza i autora tekstów wszystkich wczesnych hitów, które przeszły do kanonu bluesa w Polsce. Zostałem po krótkiej rozmowie zaszczycony zaproszeniem do domu i tam otrzymałem dwie ksiązki. Jedną z nich na pewno będę pokazywał wnukom . Widnieje na drugiej stronie dedykacja - Sławkowi w dowód bluesowej przyjaźni. Rzekłbym bluesowa, przynajmniej dla mnie, relikwia.
Dzięki bluesowi mogłem zaprzyjaźnić się z wieloma muzykami i wybitnościami jeżeli chodzi o warsztat i muzykę. Tą drogą pozdrawiam więc Bartka Łęczyckiego, Romka Puchowskiego. Marka Wojtowicza i wielu innych muzyków, którzy zaszczycili mnie swoim życzliwym podejściem a niejednokrotnie i przyjaźnią.
Rok 2008 w Białymstoku ogłoszono Rokiem Bluesa. Rada starszych zaproponowała, aby podczas uroczystego otwarcia zagrać na harmonijce hejnał Białegostoku i to mi właśnie złożono tą propozycję. Trochę oponowałem na początku, ale przerobiłem motyw hejnału na wariację bluesową, którą nazwałem Sliedzik Blius (można posłuchać uruchamiając odtwarzacz poniżej).
